- Nie - odpowiadam krótko.
- Och, no dobrze, możesz już iść, ale widać, że wpadłaś mu w oko - mówi i się do mnie uśmiecha.
- Mhm, jasne. To do widzenia - mówię i szybko wychodzę z gabinetu. Harry'ego nie ma. No super!
Nagle czuję że ktoś mnie zaczyna łaskotać. Zaczynam się śmiać. W końcu upadam na podłogę. Patrzę się na osobę, która to zrobiła.
- Harry! - krzyczę, a po chwili go wywracam łapiąc za jego nogę. Chłopak upada. Zaczynam się śmiać.
- Nat! - krzyczy, a ja go całuję w policzek. Po chwili się rumienię. Harry się podnosi i mi pomaga wstać. Przytulam go. - Ej, bo jeszcze ktoś coś o nas pomyśli - wypalił, a ja jak poparzona go puściłam. Biorę plecak w ręce i wychodzę ze szkoły. Co ja sobie myślę! Nie mogę go pokochać!
Idę szybko do swojego domu. Nagle przede mną staje Styles, a z jego pleców wystają czarne skrzydła.
- Masz szczęście, że jesteśmy w lesie - mówię. Wymijam go i dalej idę do domu.
- Co ci się stało? - pyta się i mnie zatrzymuje. Odwracam się i spuszczam wzrok.
- Cicho bądź. Ktoś nas chyba śledzi - mówię i się rozglądam.
- Nat - jęczy - nikogo tu nie ma.
- Jest - odpowiadam i łapię go za rękę. - Weź zrób coś z tymi skrzydłami - mówię cicho.
- Och, nie mogę.
- Dlaczego?
- Po prostu - mówi cicho i ściska moją dłoń. - Nat, mam pytanie?
- Tak? - mówię cicho i nas zatrzymuję.
- Nie przechodź na stronę Aniołów Ciemności, błagam cię - prosi. - Nie wiesz co się może stać.
- Ja... nie wiem, Harry - wyszeptałam. Harry mnie przytula w tym momencie. Po chwili słyszę, że coś porusza się w krzakach. Puszczam szybko Harry'ego.
- Co się dzieje? - pyta ze strachem w oczach.
- Coś się rusza w krzakach. Harry, boję się - mówię cicho i nagle czuję, że coś mnie łapie w biodrach i zabiera. Nie zdążyłam złapać Harry'ego za rękę. - Harry! - krzyczę. - Harry, ratunku! - czuję, że coś dalej mnie porywa. Zaczynam płakać. W końcu zatrzymujemy się gdzieś w głębi lasu. Ktoś wiąże moje ręce i przywiązuje mnie do drzewa. - Kim ty do cholery jesteś? - pytam się. Czarna postać wyłania się. - Kim. Ty. Jesteś. - wysyczałam.
- Jestem Zayn, Zayn Malik - mówi i do mnie podchodzi. - A ty jesteś Natalie Roger, prawda?
- Po chuj ci to wiedzieć?! - syczę, a mulat do mnie podchodzi bliżej.
- Jestem przyrodnim bratem Harry'ego - mówi, a te słowa nie mogą dotrzeć do moich uszu. - A ty jesteś wybranką, którą mój ojciec kazał mu złapać. Biedak sobie nie poradził. A miał cie tylko albo zabić, albo przyprowadzić do jego ojca.
- J-jesteś Aniołem Ciemności? - jąkam się.
- Jestem wampirem - mówi i pokazuje zęby.
- Co chcesz ze mną zrobić?! - krzyczę.
- Nieważne - mówi. Nagle pojawia się rozwścieczony Harry.
- Zostaw ją kurwa w spokoju - mówi i go uderza w twarz. Zayn mu szybko oddaje. - To moja sprawa kurwa! - krzyczy i go uderza w brzuch.
- Muszę się napić jej krwi! - mojej krwi? O co chodzi?
- Przestań - popycha Zayn'a, a on upada.
- Jeszcze po nią wrócę - mówi, wstaje i biegnie szybko w głąb lasu. Zniknął... Harry do mnie szybko podbiega i mnie rozwiązuje. Kiedy już to zrobił przytuliłam go natychmiast.
- Nie bój się, ze mną jesteś bezpieczna - mówi cicho.
- Nat! - krzyczy, a ja go całuję w policzek. Po chwili się rumienię. Harry się podnosi i mi pomaga wstać. Przytulam go. - Ej, bo jeszcze ktoś coś o nas pomyśli - wypalił, a ja jak poparzona go puściłam. Biorę plecak w ręce i wychodzę ze szkoły. Co ja sobie myślę! Nie mogę go pokochać!
Idę szybko do swojego domu. Nagle przede mną staje Styles, a z jego pleców wystają czarne skrzydła.
- Masz szczęście, że jesteśmy w lesie - mówię. Wymijam go i dalej idę do domu.
- Co ci się stało? - pyta się i mnie zatrzymuje. Odwracam się i spuszczam wzrok.
- Cicho bądź. Ktoś nas chyba śledzi - mówię i się rozglądam.
- Nat - jęczy - nikogo tu nie ma.
- Jest - odpowiadam i łapię go za rękę. - Weź zrób coś z tymi skrzydłami - mówię cicho.
- Och, nie mogę.
- Dlaczego?
- Po prostu - mówi cicho i ściska moją dłoń. - Nat, mam pytanie?
- Tak? - mówię cicho i nas zatrzymuję.
- Nie przechodź na stronę Aniołów Ciemności, błagam cię - prosi. - Nie wiesz co się może stać.
- Ja... nie wiem, Harry - wyszeptałam. Harry mnie przytula w tym momencie. Po chwili słyszę, że coś porusza się w krzakach. Puszczam szybko Harry'ego.
- Co się dzieje? - pyta ze strachem w oczach.
- Coś się rusza w krzakach. Harry, boję się - mówię cicho i nagle czuję, że coś mnie łapie w biodrach i zabiera. Nie zdążyłam złapać Harry'ego za rękę. - Harry! - krzyczę. - Harry, ratunku! - czuję, że coś dalej mnie porywa. Zaczynam płakać. W końcu zatrzymujemy się gdzieś w głębi lasu. Ktoś wiąże moje ręce i przywiązuje mnie do drzewa. - Kim ty do cholery jesteś? - pytam się. Czarna postać wyłania się. - Kim. Ty. Jesteś. - wysyczałam.
- Jestem Zayn, Zayn Malik - mówi i do mnie podchodzi. - A ty jesteś Natalie Roger, prawda?
- Po chuj ci to wiedzieć?! - syczę, a mulat do mnie podchodzi bliżej.
- Jestem przyrodnim bratem Harry'ego - mówi, a te słowa nie mogą dotrzeć do moich uszu. - A ty jesteś wybranką, którą mój ojciec kazał mu złapać. Biedak sobie nie poradził. A miał cie tylko albo zabić, albo przyprowadzić do jego ojca.
- J-jesteś Aniołem Ciemności? - jąkam się.
- Jestem wampirem - mówi i pokazuje zęby.
- Co chcesz ze mną zrobić?! - krzyczę.
- Nieważne - mówi. Nagle pojawia się rozwścieczony Harry.
- Zostaw ją kurwa w spokoju - mówi i go uderza w twarz. Zayn mu szybko oddaje. - To moja sprawa kurwa! - krzyczy i go uderza w brzuch.
- Muszę się napić jej krwi! - mojej krwi? O co chodzi?
- Przestań - popycha Zayn'a, a on upada.
- Jeszcze po nią wrócę - mówi, wstaje i biegnie szybko w głąb lasu. Zniknął... Harry do mnie szybko podbiega i mnie rozwiązuje. Kiedy już to zrobił przytuliłam go natychmiast.
- Nie bój się, ze mną jesteś bezpieczna - mówi cicho.
