środa, 31 grudnia 2014

Rozdział 4

Brak komentarzy:
- Nie - odpowiadam krótko. 
- Och, no dobrze, możesz już iść, ale widać, że wpadłaś mu w oko - mówi i się do mnie uśmiecha.
- Mhm, jasne. To do widzenia - mówię i szybko wychodzę z gabinetu. Harry'ego nie ma. No super! 
Nagle czuję że ktoś mnie zaczyna łaskotać. Zaczynam się śmiać. W końcu upadam na podłogę. Patrzę się na osobę, która to zrobiła. 
- Harry! - krzyczę, a po chwili go wywracam łapiąc za jego nogę. Chłopak upada. Zaczynam się śmiać.
- Nat! - krzyczy, a ja go całuję w policzek. Po chwili się rumienię. Harry się podnosi i mi pomaga wstać. Przytulam go. - Ej, bo jeszcze ktoś coś o nas pomyśli - wypalił, a ja jak poparzona go puściłam. Biorę plecak w ręce i wychodzę ze szkoły. Co ja sobie myślę! Nie mogę go pokochać!
Idę szybko do swojego domu. Nagle przede mną staje Styles, a z jego pleców wystają czarne skrzydła.
- Masz szczęście, że jesteśmy w lesie - mówię. Wymijam go i dalej idę do domu.
- Co ci się stało? - pyta się i mnie zatrzymuje. Odwracam się i spuszczam wzrok.
- Cicho bądź. Ktoś nas chyba śledzi - mówię i się rozglądam.
- Nat - jęczy - nikogo tu nie ma.
- Jest - odpowiadam i łapię go za rękę. - Weź zrób coś z tymi skrzydłami - mówię cicho.
- Och, nie mogę.
- Dlaczego?
- Po prostu - mówi cicho i ściska moją dłoń. - Nat, mam pytanie?
- Tak? - mówię cicho i nas zatrzymuję.
- Nie przechodź na stronę Aniołów Ciemności, błagam cię - prosi. - Nie wiesz co się może stać.
- Ja... nie wiem, Harry - wyszeptałam. Harry mnie przytula w tym momencie. Po chwili słyszę, że coś porusza się w krzakach. Puszczam szybko Harry'ego.
- Co się dzieje? - pyta ze strachem w oczach.
- Coś się rusza w krzakach. Harry, boję się - mówię cicho i nagle czuję, że coś mnie łapie w biodrach i zabiera. Nie zdążyłam złapać Harry'ego za rękę. - Harry! - krzyczę. - Harry, ratunku! - czuję, że coś dalej mnie porywa. Zaczynam płakać. W końcu zatrzymujemy się gdzieś w głębi lasu. Ktoś wiąże moje ręce i przywiązuje mnie do drzewa. - Kim ty do cholery jesteś? - pytam się. Czarna postać wyłania się. - Kim. Ty. Jesteś. - wysyczałam.
- Jestem Zayn, Zayn Malik - mówi i do mnie podchodzi. - A ty jesteś Natalie Roger, prawda?
- Po chuj ci to wiedzieć?! - syczę, a mulat do mnie podchodzi bliżej.
- Jestem przyrodnim bratem Harry'ego - mówi, a te słowa nie mogą dotrzeć do moich uszu. - A ty jesteś wybranką, którą mój ojciec kazał mu złapać. Biedak sobie nie poradził. A miał cie tylko albo zabić, albo przyprowadzić do jego ojca.
- J-jesteś Aniołem Ciemności? - jąkam się.
- Jestem wampirem - mówi i pokazuje zęby.
- Co chcesz ze mną zrobić?! - krzyczę.
- Nieważne - mówi. Nagle pojawia się rozwścieczony Harry.
- Zostaw ją kurwa w spokoju - mówi i go uderza w twarz. Zayn mu szybko oddaje. - To moja sprawa kurwa! - krzyczy i go uderza w brzuch.
- Muszę się napić jej krwi! - mojej krwi? O co chodzi?
- Przestań - popycha Zayn'a, a on upada.
- Jeszcze po nią wrócę - mówi, wstaje i biegnie szybko w głąb lasu. Zniknął... Harry do mnie szybko podbiega i mnie rozwiązuje. Kiedy już to zrobił przytuliłam go natychmiast.
- Nie bój się, ze mną jesteś bezpieczna  - mówi cicho.

niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział 3.

1 komentarz:
- Zmień płyn do płukania ust - mówię i się od niego odrywam. Chłopakowi mina rzednie, kiedy go odpycham od siebie. Pewnie myślał, że go pocałuję. Ha! Nie jestem taka.
- Jesteś zadziorna - mówi - lubię takie dziewczyny - podchodzi do mnie bez słowa. Czuję jego ciepły oddech na mojej twarzy. - Lubię cię, Natalie - czuję niechęć do niego.
- A ja ciebie nie - odpycham go bardziej.
- Och, nie daj się prosić - mówi, a ja wzdycham.
- Lepiej będzie, jak nie będziesz się do mnie odzywać - mówię i odchodzę od niego. Zdezorientowany chłopak stoi na środku pokoju, a ja w tym czasie kładę się do łóżka.
- Tchórzysz, Natalie - mówi cicho. Przytulam się do poduszki i zakrywam nią sobie uszy. - Natalie - mówi, a ja już nie mogę wytrzymać i rzucam w niego poduszką. Słyszę w moim pokoju, jak rozbrzmiewa jego donośny śmiech. - Czyli nie mam na co liczyć, prawda? - pyta się, ale nie uzyskuje odpowiedzi. - Możesz mi dać jakiś materac? - pyta się, a ja wzdycham.
- Mogę wszystko, nic nie muszę - odpowiadam tytułem jednej z moich ulubionych piosenek.
- Chyba ktoś tu się nasłuchał Agaty Dziarmagowskiej? - mówi, a ja siadam szybko na łóżku.
- Skąd ty
- Wiem o tobie wszystko - przerywa mi.
- Tak? - mówię, a nawet w ciemności mogę zobaczyć jego twarz, gdyż księżyc na nią świeci.
- Jasne. Miałaś chłopaka, ale on cię zdradził. Mama aktualnie gdzieś wyjechała razem z twoim tatą, a ty siedzisz tu sama - zadziwia mnie jego pewność siebie.
- Aha. Może mylę się co do ciebie? - pytam, a raczej mówię sama do siebie.
- No raczej - odpowiada i w mgnieniu oka siada tuż obok mnie na łóżku. - Tylko mam sprawę - mówi i łapie mnie za rękę. Nie mam już siły, by ją odtrącić, więc przyjmuję ten gest.
- Jaką? - mówię ziewając. ON splata nasze palce.
- Nie potrafię czytać w twoich myślach, Natalie - mówi, a ja się lekko uśmiecham. - Jesteś niezwykła - dopowiada, a ja mrużę oczy.
- Zdaje mi się, czy to jak w Zmierzchu? - mówię ze śmiechem. On tylko kręci głową. Nasz Harry Styles się speszył. - Mam cię! - krzyczę. - A teraz wypierdalaj na dół na kanapę.
- A twoje łóżko, Natalie? - pyta patrząc na mnie swoimi oczami.
- Nie. Dobranoc - kładę się z powrotem na łóżko i usypiam.

***

Budzę się. Szybko siadam na łóżku. Znów TEN cholerny koszmar.
- Natalie, wszystko w porządku? - do mojego ucha dochodzi szept.
- Harry? - pytam, a po chwili zauważam w progu chłopaka.
- Tak, to ja, Natalie - mówi i szybko siada na moim łóżku. - Wszystko w porządku? - powtarza, a ja kiwam przecząco głową. - Cóż, już wiem czemu nie śpisz. Czy miałaś koszmar, Natalie? - pyta cicho.
- Tak, no i? - pytam cicho, a on się lekko uśmiecha. - I przestań do mnie mówić cały czas Natalie! Jestem Nat! - krzyczę.
- Nie, Natalie. Wiem czemu tego nie lubisz - łapie mnie za rękę. - Ja ci nic nie zrobię - szepcze, a mi oddech wiąże się w gardle. - Oddychaj, Natalie - splata nasze palce, a ja wypuszczam głośno powietrze.
- Boję się, że to się powtórzy - wzdycham. - Jeśli w ogóle wiesz o co chodzi.
- O gwałt.
- Bingo.

***

Cholerna szkoła. Siedzę po lekcjach. Teraz. Razem ze Styles'em. Zaczęliśmy się wygłupiać na lekcji. Pięknie. Nigdy nie byłam typem grzecznej dziewczynki. Taaa...
Wymieniam z Harry'm spojrzenia. Nauczycielka wychodzi, a my zostajemy sami w sali. Harry mi pokazuje język. Wywracam oczami. Po chwili robię zeza, a chłopak nie wytrzymuje.
Harry jest całkiem fajny. Pomijając fakt, że jest Aniołem Ciemności i że jest strasznie interesujący, to można powiedzieć, że w pewnym sensie go lubię.
Nauczycielka wraca do sali, a Harry się chichra pod nosem.
- Coś pana bawi, panie Styles? - pyta pani Cold.
- Nie... Tylko ta pani fryzura... - zaczyna się znów chichrać, a ja wlepiam wzrok w ławkę, żeby nie zacząć się śmiać.
- Coś z nią nie tak, Styles?
- Tak to sobie może pani gadać do swojego męża - wybucham śmiechem.
- Ostro! - komentuję.
- Roger!
- Co? - pytam się nauczycielki, a ona marszczy brwi.
- Do dyrektora! Obydwoje! - krzyczy, a ja wstaję w tym samym momencie co Harry. Zaczynamy się chichrać. Bierzemy swoje plecaki i idziemy do gabinetu dyrektora. Wchodzę nie pukając.
- Bry - mówimy. Wyprzedzam chłopaka i siadam na obrotowym krześle. Dyrektor wzdycha,  a Harry opiera się o oparcie krzesła, na którym siedzę.
- Co was do mnie sprowadza? - wymieniamy z Harry'm porozumiewawcze spojrzenia.
- No więc - zaczynam - pani Cold nie może zrozumieć, że jej fryzura jest ble - Harry się śmieje.
- Ble? - pyta dyrektor.
- No fu, ble, ohyda - mówi Harry.
- Cóż widzę, że humor znów ci sprzyja Nat - kocham tego dyrektora. Jedyny wie, że nienawidzę "Natalie".
- Tobie również, Peter - Harry unosi brew.
- Cóż, porozmawiam z Clarie o jej fryzurze - dyrektor się do mnie lekko uśmiecha. - Do widzenia, Harry. Nat, możesz zostać na chwilę?
- Jasne. Harry, czekaj na mnie, okej?
- Okej - chłopak wychodzi.
- No więc? - pytam cicho.
- Chodzisz z nim?
- Gdzie? Do szkoły?
- Jesteście parą?

czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział 2.

1 komentarz:

Dedykacja dla Agi :) tej z którą pisałam na fejsie :D

- Myślałam, że jesteś inny, a ty chcesz ze mnie zrobić idiotkę - mówię i wyrywam ręce. Wychodzę w pośpiechu ze szkoły.
- Natalie, jesteś w niebezpieczeństwie! - krzyczy, a ja idę dalej nie zwracając na jego krzyki uwagi. Ja Aniołem? Aha spoko.
Wchodzę do mojego domu. Biegnę na górę do swojego pokoju. Rzucam pod biurko torbę. Kładę się na łóżko. Leżę i myślę. Anioły? 
- Nie - mówię ze śmiechem do siebie. - To niemożliwe.

Wszystko jest możliwe.

Nie! To nie prawda! Ale po co on miałby mi to mówić? Chyba nie jestem aż taka głupia, żeby w to uwierzyć? No właśnie, nie. Nie jestem nienormalna. 

"To czas, zmienić w sobie coś"

Nic już nie rozumiem.
Nagle czuję, że ktoś nade mną stoi. Siadam na łóżku. Widzę Harry'ego.
- Co ty tu robisz?! - krzyczę.
- Spokojnie - mówi, a ja wstaję. - Chcę tylko żebyś ze mną na chwilę gdzieś poszła.
- Nie masz na co liczyć - mówię i krzyżuję ręce.
- Proszę - mówi, a ja uśmiecham się sarkastycznie.
- Nie.
- Cóż, więc nie mam wyjścia - mówi i odchodzi ode mnie krok do tyłu. Zamyka oczy, a po chwili na jego plecach pojawiają się czarne skrzydła. Zasłaniam usta ręką. Czyli to prawda? - Wierzysz mi? - przecieram rękoma oczy.
- Tak - mówię stanowczo. - Ale ty...
- Tak, jestem Aniołem Ciemności, a ty musisz wybrać jakim chcesz być - mówi, a ja otwieram usta ze zdziwienia.
- Ja... Nie wiem co powiedzieć - mówię, a on łapie moje ręce.
- Natalie... Mój ojciec na ciebie poluje, bo... Jesteś wybranką - dokańcza, a ja nadal nie rozumiem co się dzieje. - Chcę cię chronić.
- Z pewnością. Anioł Ciemności broni mnie przed swoim ojcem. I co jeszcze? Pewnie jest władcą? - kiwa głową. - Czyli jest szatanem?
- Tak - wzdycha. - Ale tylko ty jesteś na tyle potężna, żeby go pokonać.
- Jej - mówię, a on się lekko uśmiecha.
- Jestem zaszczycony, że mam takie szczęście, aby cię poznać.
- Tak?
- No tak. A teraz przepraszam, ale muszę wracać do podziemi - wzdycha, a ja mam ciarki na samą myśl o tym miejscu.
- Nie masz domu? - pytam, a jego skrzydła zaczynają znikać.
- Nie - mówi.
- Zostań tu. Możesz się przeprowadzić - gadam jak najęta. - Ale na nic nie licz. Na żadną przyjaźń ani nic.
- Jasne. Tylko mnie nie da się nie lubić
 - Aha. Możesz spać na kanapie - mówię i wyciągam z szafy jaki kolorowy koc. Podaję mu go.
- Liczyłem na coś więcej - mówi z nonszalanckim uśmiechem.
- Podłoga tu ci wystarczy? - pytam z ironią.
- Cudownie.
- Jak chcesz... - mówię, i zaczynam się śmiać. Nienawidzę go. Już od razu to mówię.

"W prostych słowach, chcesz spostrzegać świat"

To takie oczywiste.
- A może ty też będziesz spać na podłodze? 
- Zapomnij - mówię i gaszę światło w pokoju. 
- Wiesz, w takim świete jesteś piękniejsza.
- Bo co? Bo nie widać mojej twarzy? - mówię, a on mnie do siebie przyciąga. Nasze twarze dzielą milimetry.

poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział 1.

Brak komentarzy:
Mieszkam w Cholmes Hapel od 17 lat, czyli od dziecka. Mam na imię Natalie, Natalie Roger. Z natury jestem dość miła. Ludzie nic o mnie nie wiedzą. Rodzice... Cóż rodzice to cali idioci, których nic nie obchodzę. W ogóle drą się na mnie. Nie opiekują się mną. Jestem zdana na siebie. Muszę wszystko robić sama.
Właśnie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Właściwie to... nie jestem z tego zadowolona. Kolejne bluźnierstwa, które będę codziennie słyszeć od innych to nic przyjemnego. Ma być podobnież też nowy uczeń. Niejaki Harry Styles. Pani nam go przedstawiała na zakończeniu roku. Tajemniczy. Jego twarz nic nie wyrażała. Był i pewnie jest zamknięty w sobie. Eh... ludzie zawsze byli i będą tacy sami.
Wchodzę do szkoły niosąc moją podręczną torbę. Nikt nic nie mówi. Wszyscy siedzą cicho. To pewnie dlatego, że przez ostatnie wakacje obcięłam włosy, mam soczewki zamiast okularów, zdjęli mi aparat na zęby i inaczej się ubieram. Cały korytarz milczy. I dobrze! Mam dość tych wszystkich pogróżek! Niech zobaczą jaka naprawdę jestem! 
Dochodzę do swojej szafki numer 234. Wkładam do niej wszystkie książki i biorę tylko te, które są potrzebne. Patrzę na chłopaka, który ma szafkę obok mnie. O proszę, proszę. A któż to? Czyżby Harry Styles?
Odchodzę od szafek i wchodzę do sali numer 15, w której mam lekcje matematyki. Dzwonek właśnie teraz dzwoni. Siadam przy mojej samotnej, ostatniej ławce i czekam na panią. Koło mnie przysiada się chłopak. Patrzę się kto to taki. To Harry. Fukam, a on się uśmiecha. Rozpakowuje książki i siada obok mnie. 
- Hej - mówi, a ja go gromię wzrokiem.
- Czego chcesz? - warknęłam.
- Nie można się przywitać z dziewczyną, która ma być moją opiekunką? - mówi, a ja nie mogę w to uwierzyć, co słyszę.
- Kto ci tak powiedział?
- Pani dyrektor - mówi dumnie.
- Aha.

***

- Tak proszę pani? - mówię do dyrektorki, która mnie woła na korytarzu.
- Wiesz, że masz być opiekunką Harry'ego?
- Tak - jęczę. - Muszę już iść. Do widzenia.

***

Wychodząc ze szkoły stykam się z kimś i upadam razem z tą osobą. Leżę na niej, a po chwili przypominam sobie co się właśnie stało.
- Harry? - mówię to chłopaka, który ma skwaszoną minę.
- Taa - mówi.
- Co się stało? - mówię podnosząc się z jego wyrzeźbionego torsu. 
- Nie, nic. I tak tego nie zrozumiesz - mówi. 
- Nawet nie wiem czego - mówię, a on wstaje i łapie mnie za ręce.
- Posłuchaj, wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale ja nie jestem człowiekiem, ani ty - jęczy.
- O czym ty mówisz?
- Jesteśmy Aniołami...